Iłowiecki podał się do dymisji z rady Etyki Mendiów. Przyznam ze mnie to nie boli... uczciwy facet nie powinien zasiadać w gronie łajz. A Iłowieckiego pamiętam jeszcze z czasów Fantastyki, gdy jego felietony przybliżały nam szeroki świat, skutecznie odsuwany przez Jaruzelskiego wespół z siepaczami.
O miał gościu dojścia do materiałów o których przeciętny czytelnik mógł wyłącznie śnić, w Empikach była głównie prasa radziecka. A jak udało się dopaść coś angielskojęzycznego, to ślęczeliśmy nad tym wieczorami ze słownikami w rękach - bo przecież szkoła uczyła klasycznej angielszczyzny, która nijak się miała do żywego języka publikacji popularnonaukowych.
Nie da się ukryć Iłowiecki odwalał kawał dobrej potrzebnej roboty.
Ale cóż tam Iłowiecki, debil i szubrawiec są ważniejsi - generują oglądalność. I pies ich trącał, a Pan Iłowiecki przynajmniej nie będzie świecił czołem służąc kutasom za listek figowy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz